Dziennik pokładowy

Zarówno w pra­cy, jak i w życiu oso­bi­stym tyłek nie wyra­bia mi się na zakrę­cie… Brakuje mi blo­go­wa­nia, ale nie­ste­ty doba jakoś nie chce się roz­cią­gnąć. :-(

Z ogłoszeń parafialnych:

  1. Po pierw­sze i NAJWAŻNIEJSZE - powięk­szy­ła mi się rodzi­na - tak, tak Haker w spód­ni­cy pięć mie­się­cy temu zosta­ła mamą…
  2. Po dru­gie na blo­gu poja­wia­ją się dwa nowe dzia­ły - nie są one zwią­za­ne z samym IT, ale jed­nak są mi bli­skie… Dojrzałam do decy­zji by umie­ścić wszyst­ko w jed­nym miej­scu, a nie posia­dać ileś małych blo­gów, któ­rych i tak za czę­sto nie aktu­ali­zu­ję. Bloga mam bo lubię cza­sem pogrze­bać w kodzie stro­ny, a nie dla­te­go, że z jakie­goś powo­du „muszę” go mieć, bo tak wypa­da w bran­ży - doszłam do takie­go eta­pu w swo­im życiu, że ja nic nie muszę tyl­ko MOGĘ. :-)
    • Dwie lewe ręce, to dział poświę­co­ny sze­ro­ko poję­te­mu DIY. Już od jakie­goś cza­su swo­je zain­te­re­so­wa­nia kie­ru­ję w stro­nę bar­dziej manu­al­nych rze­czy - głów­nie dla relak­su i by dać odpo­cząć oczom od moni­to­ra…
    • Dział Kulinarny anty­ta­lent, to zaś kon­ty­nu­acja moje­go blo­ga o goto­wa­niu. Przeniosłam tu całe jego archi­wum wraz z komen­ta­rza­mi.

Dzieje się…

Notatka na marginesie
Dziennik pokładowy

Nazwa bloga?

Jestem, nie tak zno­wu typo­wą, jedy­nacz­ką. Należę do nie­licz­nej gru­py ludzi, któ­rzy po pro­stu uwiel­bia­ją zimę… Maniaczka ze mnie kom­pu­te­ro­wa, a co za tym idzie: inter­ne­to­wa - YouTube moją skarb­ni­cą „dzi­wactw”, któ­rych jestem fan­ką! Obok wszel­kiej maści gadże­tów i nowych tech­no­lo­gii nie mogę przejść obo­jęt­nie.
Jak to kie­dyś żar­to­bli­wie stwier­dzo­no: „haker w spód­ni­cy” i stąd nazwa blo­ga - nawet nie pomyśl, że to tak na poważ­nie…

Czytaj dalej

Standard
Dziennik pokładowy

Dlaczego kulinarny antytalent?

Cóż… może i wstyd się przy­znać, ale całe życie goto­wa­ła u mnie w domu mama, więc za bar­dzo nie mar­twi­łam się „co dziś zjem na obiad” - po pro­stu ten obiad na mnie zawsze cze­kał. Czasem coś zro­bi­łam w kuch­ni, więc pod­sta­wy jakieś mam… Niestety na pod­sta­wach się koń­czy - nie mam tzw. „oka”, dla­te­go też wolę sztyw­ne prze­pi­sy, ponie­waż nie gotu­jąc wcze­śniej zwy­czaj­nie nie wiem co do cze­go będzie dobrze paso­wać i ile cze­go trze­ba dodać… Czas to zmie­nić z pro­ste­go powo­du - miesz­ka­nia na swo­im. :-) Na szczę­ście nie boję się eks­pe­ry­men­tów i chce się tego goto­wa­nia wresz­cie nauczyć, a że róż­nie wycho­dzi, dla­te­go ten dział blo­ga będzie nosić nazwę Kulinarny anty­ta­lent… :-)

Standard